Wygląd

Asfalt to nie wróg. O łączeniu dwóch dyscyplin i… przyjemności.

Ostatnia aktualizacja: 12 kwietnia 2026 r.

Znacie ten obrazek? Po jednej stronie stoją tzw. asfalciarze, czyli miłośnicy biegania po płaskim, a po drugiej – fani biegania w terenie. Między nimi teoretycznie konflikt. Ale czy na pewno? Czy bieganie trailowe i po mieście muszą się wykluczać? Oczywiście, że nie. Aktywność niezależnie od terenu i nawierzchni jest świetną nauką adaptacji do zmiany, a tego w niespokojnych czasach, w których przyszło nam żyć nigdy za wiele.

Za nami długa zima, która wystawiła na próbę niejednego biegacza i biegaczkę. Trudne warunki atmosferyczne spowodowały, że część z nas postawiła na trening siłowy i wzmacniający i biegała na bieżni mechanicznej, z utęsknieniem wyglądając czasu, który pozwoli wrócić do tego, co niedźwiadki lubią najbardziej: i tu każdy wstawia swoje preferencje. 

Tymczasem właśnie te treningi nie tylko pomogły wypracować nam dobrą bazę pod nowy sezon, ale także są doskonałym potwierdzeniem tezy, że trail i asfalt to nie opozycyjne środowiska, ale dwa obszary, które mogą się wzajemnie uzupełniać – z korzyścią dla biegacza. Zamiast więc debatować nad wyższością Wielkiej Nocy nad Bożym Narodzeniem warto zadać sobie pytanie, jak czerpać z obu dyscyplin – z korzyścią dla naszego zdrowia i obranych celów.

Adaptacja do zmiany, czyli jak aktywność wspiera rezyliencję

Zacznijmy od tego, że podstawą ułożenia dobrego planu jest założenie, że w sezon wchodzimy w tym, co jest aktualne i adekwatne do realnych możliwości, bez ciągłego odnoszenia się do tego, z czym mieliśmy do czynienia jeszcze nawet kilka miesięcy temu. Jest to o tyle istotne, że nie żyjemy w próżni. Nasze ciała, nasze zdrowie, ale także warunki codziennego funkcjonowania wymagają od nas rezyliencji na najwyższym poziomie, a aktywność fizyczna ma nas w tym wspierać.

Dlatego warto znaleźć balans między ambicją a cierpliwością bycia w procesie. A w tym z kolei pomoże nam łączenie różnych jednostek, ale i startów – wszystko po to, by w aktywności odnajdować spokój ducha i siłę dla ciała, a także realizację celów, które będą nas motywować i nakręcać do działania także w innych aspektach. Dlatego nie jest nic złego w stwierdzeniu, że nie opowiadamy się po żadnej ze stron definitywnie. Biegacze górscy i trailowi całkiem sporo treningów powinni wykonywać również na asfalcie czy stadionie, nie mówiąc już o siłowni, która winna być oczywistością niezależnie od obranej strategii. W drugą stronę patrząc, fani biegów płaskich dużo zyskają ćwicząc w terenie naturalną siłę biegową, stabilizację czy… mocny mental.

Siła i moc w różnorodności i… wytrzymałości

Jeśli chcecie wycisnąć ze swojego biegania jak najwięcej nie tylko w kontekście wyników, wplećcie do swojego planu tak różnorodne jednostki, jak to tylko możliwe. Trenując na asfalcie lub na stadionie lekkoatletycznym pracujecie nad szybkością, ale także nad ekonomią i kadencją biegu, nad jego tempem i rytmem. Wysiłek ten docenicie zwłaszcza podczas zbiegów, ale nie tylko – przy długotrwałym zmęczeniu podczas biegu ultra czy w górach każdy krok naprawdę będzie miał znaczenie. Dlatego nie pomijajcie tak ważnych treningów, jak m.in. bieg tempowy, bieg progowy, interwały i zabawy biegowe czy przebieżki i rytmy, które pomogą nogom nieco “odmulić się” oraz zbudować wytrzymałość tempową. To naprawdę Wam odda na trasie niezależnie od pokonywanego dystansu i nawierzchni, bowiem wytrzymałość – bazująca na wydolności – jest niejednokrotnie gwarantem ukończenia biegu lub przebiegnięcia go w dobrym zdrowiu i z satysfakcją. 

A co z mentalem? Czytamy sygnały z ciała

Czerpanie z dobrodziejstw terenu to nie tylko podbiegi w lesie, ale także praca nad propriocepcją, czyli tzw. czuciem głębokim. Umiejętność niezbędna każdemu z nas niezależnie od tego, czy idzie na zakupy, jeździ na nartach, czy biega w górach. To dzięki niej nasze ciało na każdym poziomie wie, jak zareagować na aktualne warunki: jak postawić stopę, kiedy wyprostować się, a kiedy schować głowę czy asekurować się ręką. Tego czytania sygnałów z ciała można się nauczyć – i warto to robić, także w kontekście tzw. mentalu.

Zmiana kontekstu, z którym mamy do czynienia w terenie, odświeża głowę i pomaga uporządkować myśli, a skupienie na sygnałach płynących z ciała paradoksalnie może być treningiem radzenia sobie z… przebodźcowaniem. Kiedy bowiem jesteśmy w trasie kolejną godzinę, a bywa że nawet dobę, do głosu dochodzą podstawowe instynkty, a nie rozkminy filozoficzne i fizyka kwantowa. Mózg upraszcza komunikaty mocno je priorytetyzując, w ten sposób pokazując, co w danym momencie jest dla nas najważniejsze. Różnorodność terenu i nieprzewidywalność warunków ma jeszcze jeden plus: pomaga zdjąć z głowy presję wyniku. A jak dobrze wiemy, żadna presja nie jest dla nas dobra – niezależnie od celów i priorytetów.

Podsumowując: bieganie to bardzo różnorodna dyscyplina, która rozwija nas na wielu poziomach i w wielu obszarach. Trail, asfalt, trening w siłowni i na bieżni, a w ramach wsparcia funkcjonalnego – choćby jazda na rowerze, spacery czy sauna – to wszystko uroki i różne oblicza aktywności, której głównym celem powinno być dawanie nam radości i zdrowia. Pamiętajcie o tym planując swój tydzień treningowy, ale i życie codzienne. I bawcie się dobrze! 

Do zobaczenia na biegowych ścieżkach, Bizony!


Asfalt to nie wróg. O łączeniu dwóch dyscyplin i… przyjemności.


AKTUALNOŚCI